wtorek, 16 stycznia 2018

A może candy? No to zapraszam.

Z każdym rokiem zdaję sobie sprawę z szybkiego upływu czasu.
Zdaje się biegnąć coraz szybciej, mówią mi o tym nie tylko piąte urodziny mojego bloga.
Ale zanim przejdę do zabawy, pragnę podziękować Jadzi za kolejny dar serca- piękny i oryginalny album, który za jej podpowiedzią postaram się zapełnić najlepiej jak umiem.
Piękne prace Jadzi oglądajcie na http://jadwiga-sercemtworzone.blogspot.com/
Ogromnie Ci Jadziu dziękuję i zapewniam Cię o mojej wielkiej radości.
Wszystkie albumy i karteczki, pudełka i inne prace są wykonane mistrzowsko, a Ty wraz z nimi gościsz w naszych domach.
Album jest pierwszym prezentem na urodziny bloga i moje, blog jest ode mnie znacznie młodszy, ale pięć lat, które osiągnie 15 lutego to też ładny jubileusz.
Dlatego pragnę obdarować kogoś, kto zechce otrzymać taki obraz akwarelę za szkłem, w drewnianej oprawie, namalowaną przez Anię, wyjątkową Dziewczynę, dla której malowanie stanowi jedną z najważniejszych form kontaktu ze światem.
Obrazy Ani znajdują się w wielu prywatnych kolekcjach i cieszą oczy nabywców.
Wystarczy tylko napisać w komentarzu, że pragnie się być posiadaczem tych kwiatów i nic więcej nie wymagam- kto tu zagląda, ten odnajdzie.
Losowanie odbędzie się wieczorem 14 lutego, a w dzień urodzin, o 7 rano, jeśli nie zajdą nieprzewidziane okoliczności, ukaże się wynik losowania. Zapraszam.
 Skoro Aga napisała w komentarzu, że jestem " cudownie wielowątkowa", to ciesząc się z owego określenia zamieszczam na koniec posta prostą w wykonaniu pyszność!
Na wyłożone papierem do pieczenia naczynie do zapiekania,wykładam mięso mielone dobrze doprawione i wyrobione, na to cienkie warstwy fileta z kurczaka w ulubionych przyprawach, następną warstwę stanowi starta na drobnych oczkach marchewka wymieszana z serem żółtym i ziołami prowansalskimi, następnie znów mięso mielone, naczynie przykryte i pieczemy w zależności od ilości mięsa ok 1- 1.5 godz.
Tort mięsny ( tak go nazwałam) jest smakowity zarówno na zimno jak i na gorąco. Polecam.
Serdecznie pozdrawiam wszystkich Czytelników pośród nieustającego nawału zajęć.

wtorek, 9 stycznia 2018

Lubię śpiewać kolędy.

Tak naprawdę, po święcie Trzech Króli kończy się najważniejszy czas świątecznych i choinkowych radości.
Ale kolędy śpiewa się aż do Matki Bożej Gromnicznej czyli do 2 lutego. Komu się choinka nie posypała, cieszy oczy przez ten czas jeszcze. Ale wróćmy do kolęd.
Słowo kolęda wywodzi się z łacińskiego calendae, czyli pierwsze dni miesiąca.
Przed narodzeniem Chrystusa śpiewano pieśni pochwalne na cześć Nowego Roku, a później nazwę kalenda przysposobiono na potrzebę świąt Bożego Narodzenia.
Autorstwo pierwszej kolędy i pierwszej szopki przypisuje się św. Franciszkowi z Asyżu.
Najstarsza zapisana polska kolęda to Zdrów bądź Królu Anielski.
Ks. Piotr Skarga napisał słowa do W żłobie leży, któż pobieży kolędować Małemu..., a muzycy z dworu Władysława IV zagrali poloneza koronacyjnego króla, zaś chór odśpiewał ową pieśń o Bożym Narodzeniu. Najpełniejszy okres twórczości kolędowej nastąpił w okresie baroku, gdy treść pieśni uległa unarodowieniu i była gloryfikacją polskiego ludu, który przyjmuje Dzieciątko z największą czcią. W XVIII w. w zakonie karmelitanek powstała piękna kolęda Jezus Malusieńki.
Każdy ma swoje ulubione kolędy.
Ja też mam: to Cicha noc i Lulajże Jezuniu. Dlaczego właśnie te?
Chyba dlatego, że są delikatne, subtelne, a ja od najmłodszych lat wyobrażałam sobie, że Matka Boża nuci cichutko te kolędy Swojemu ukochanemu Synkowi.
Być może, że niezwykła historia powstania tekstu Cichej nocy sprawia, że chętnie śpiewamy tę kolędę. Mimo, że znana, przytoczę ją raz jeszcze.
W wigilijny wieczór 1818r. ks. J. Mohr w maleńkiej, zasypanej śniegiem wiosce, Obendofr, w Alpach austriackich, na prośbę jednej z parafianek udał się do matki, która urodziwszy słabiutkie dziecko, zapragnęła je natychmiast ochrzcić. Gdy utrudzony ksiądz dotarł do maleńkiej, skromnej chatki zastał tam matkę tulącą śpiące maleństwo w obecności starszego męża. Ksiądz ochrzcił dziecko, pobłogosławił rodzinę, a owa scena posłużyła mu do napisanie tekstu kolędy jeszcze przed pasterką. Organista F. Gruber napisał zaraz melodię i jeszcze tej samej nocy zaśpiewał Cichą noc na pasterce.
A potem tzw. zbieg różnych okoliczności: zepsute organy, naprawa przez organomistrza z Tyrolu, wędrówka uzdolnionego rodzeństwa na targ w Lipsku ze śpiewem na ustach, zaproszenie ich na zamek królewski w Plassenburgu, sprawił, że kolęda powędrowała na cały świat.
W 1915 r. śpiewali ją żołnierze po przeciwległych stronach barykady, łącząc się na czas wigilii opowieścią o Bożym Narodzeniu.
W czasie II wojny światowej żołnierze tworzyli powstańcze i okupacyjne pieśni, w których Matka Boża chroniła Dzieciątko w okopach.
A jaka jest Wasza ulubiona kolęda, a może macie ciekawe wspomnienia, którymi warto się podzielić, choćby w komentarzach.
W styczniu spodziewać należy się śniegu, a że u mnie kwitną nagietki, lwie paszcze i gailardia ( pojedyncze okazy) to namalowałam ten drewniany kościół by przywołać aurę zimową.
Na zimową porę proponuję bardzo szybkie i dobre ciasto, do którego wykorzystuję masę makową i pracy jest mało.
Oto makowiec japoński, dla którego można stracić zdrowy rozsądek! na prośby podane w komentarzach, zamieszczam przepis- własnej roboty:-)
3/4 margaryny ucieram z 1/2 szkl.cukru i 9 żółtkami. Dodaję dużą masę makową, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, cukier wan. 10 czubatych łyżek kaszy manny, 5 startych na tarce i odciśniętych jabłek, a na koniec delikatnie mieszam z pianą ubitą z 9 białek. Blaszkę ( dużą) wyłożoną papierem do pieczenia wykładam herbatnikami, na to wylewam masę makową i piekę ok 50 min. Po ostudzeniu polewam polewą zrobioną z 1/3 kostki margaryny, 4 łyżek cukru pudru, 4 łyżek mleka i 2 łyżek kakao.
I tym słodkim akcentem kończąc, serdecznie pozdrawiam miłych Czytelników.

sobota, 6 stycznia 2018

Człowiek jest tyle wart, ile dobrego uczyni.

Te słowa przychodzą mi na myśl w kontekście legendy o czwartym królu, który zajęty pomaganiem innym ludziom w potrzebie, dotarł przed oblicze Chrystusa tuż przed Jego śmiercią, a Chrystus wzruszony jego tułaczką pośród ludzkiej niedoli, ucieszył się z tego spotkania i z tego człowieka, który zamiast drogocennych pereł przyniósł serce pełne dobrych uczynków.
Jedna z ewangelii wspomina trzech magów, którzy dotarli do Dzieciątka podobno w trzynastym dniu Jego życia.
Czcimy ich 6 stycznia pod imionami Kaspra, Baltazara i Melchiora wypisując na drzwiach domostw poświęconą kredą inicjały ich imion.
Mędrcy poszli do Betlejem za śladem gwiazdy, bo byli głodni Boga i Jego miłości.
Na dobroć czeka każdy z nas i każdy z nas powinien pamiętać, że inni ludzie też na nią czekają.
Te okruchy dobroci przybierają różny kształt i jak życie pokazuje, czasami te maleńkie urastają do olbrzymich rozmiarów, gdy są czynione bezinteresownie i szczerze.
Wiele razy doznałam również blogowej dobroci i to mnie mobilizuje często do działania.
Dlatego powstał ten obraz na pamiątkę narodzin Nikodema, drugiego Synka naszej blogowej Koleżanki Klaudii http://domprzywiosennej5.blogspot.com/, której blog i codzienne życie jest inspiracją dla wielu Czytelników.
Nikosiowi i Jego Rodzinie życzę jeszcze raz wiele szczęścia i zdrowia, a wszystkim Czytelnikom nieustannego odkrywania dobra wokół nas.
Dla was też klika słów o dobroci...

Dobroci moja i nie tylko moja
spływająca z góry skąd jej początek
napełniasz mnie radością
że mogę cię widzieć każdego dnia
jak budzisz się na nowo
bym mogła cię czerpać
i ciągle cię tak dużo
choć inni biorą cię garściami
lecz inaczej niż ja
a ty jesteś jakbyś była od zawsze
bo byłaś najpierwsza
napełniając mnie wzruszeniem
że niektórych spraw nie można dotknąć
jeśli prawdziwie nie rozumie się dobroci.

Myślę, że czas podziwiać już wschody słońca zamiast sztucznych ogni...i zwyczajne stokrotki.
Jak tradycja każe, w święto Trzech Króli palimy kadzidełko.
W tym roku pochodzi ono z Omanu- Krainy Kadzidła. Towarzyszą mu nasze rodzime, zebrane w ogrodzie, stokrotki.
 Gdy biblijni mędrcy ze Wschodu po narodzeniu Jezusa przybyli do Betlejem,
padli na twarz, oddali Mu pokłon i "otworzywszy swe skarby ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę"...

niedziela, 31 grudnia 2017

W każdym miesiącu znajduj czas...

Tytułowa myśl będzie rozwinięta na końcu tego posta- zapraszam.
Wiecie, że nie robię noworocznych postanowień, życie i tak rządzi się własnymi prawami i ciągle nas zaskakuje.
 ...i na koniec roku przynosi nam taką pogodę...
nauczyłam się więc, że trzeba plany korygować na bieżąco, nie oczekiwać zbyt wiele i cieszyć się z każdego drobiazgu.
Ostatni dzień roku zawsze nastraja nas refleksyjnie. Zawsze dziękuję za 365 lub 366 dni, które dane mi było przeżyć.
Nigdy bowiem nie ma pewności ile dni z następnego roku będzie należeć do mnie...
Od mojej koleżanki dostałam na gwiazdkę książkę: Lubię żyć- czyli rozmowy z Ewą Błaszczyk, która osobiste cierpienie potrafiła przekształcić w dzieło pomocy dzieciom dotkniętym jak jej córka podobną tragedią.
Pośród wielu wypowiedzi znalazłam tę, którą pragnę zacytować: 
"Uważam, że życie jest nam dane ale i zadane. I uważam, że to jest tajemnica- co i dlaczego się dzieje. 
Przyjmuję życie w tym kształcie, w jakim dostaję".
Każdy ma swoje własne życie, buduje swój los, ale nie na wszystko ma się wpływ. Nie znamy cudzych problemów, zazwyczaj zauważamy radości innych, a własne cierpienia...
I całe życie uczymy się żyć własnym życiem...i trudna to sztuka.
Lubię książki, szczególnie jeśli ofiaruje je mi ktoś bliski, jak tę: Reginy Brett- Twój dziennik.
Właśnie tam, na dzień 31 grudnia widnieje sentencja:
"W każdym miesiącu znajduj czas na chwile dla siebie, chwile radości, pasji i miłości".
I tego właśnie Wam życzę na każdy miesiąc nadchodzącego roku.
I wszystkiego tego, co pielęgnujecie w cichości serca.
A za kolejne życzenia dziękuję Tereni https://szarasowa.blogspot.com/ i Marii http://artzakatekmarii.blogspot.com
Iwonce, której za listowe piękne opowieści ( kto dziś tak potrafi pisać) i wspólne po Polsce w nich wędrowanie, dziękuję i życzę by w tym nadchodzącym roku poprowadziła bloga- byłby bardzo interesujący.
Do następnego poczytania w 2018 roku:-)
A teraz czas na spacer...

 

niedziela, 24 grudnia 2017

I znów jest Boże Narodzenie...





Otwieram szufladę wspomnień
kolorowe cukierki czekają spokojnie
na swój piękny czas
szeleszczą orzechy w koszulkach ze staniolu
rosną moje skarby w oczach
a oczy wilgotnieją od wspomnień
mróz maluje obrazy na oknach starego domu
i mama taka młoda wciąż klei pierogi
i tato znów wnosi pachnącą choinkę

i brat się na Pasterkę wybiera
mroźne powietrze osiadające wilgocią

na drewnianych ścianach
budzi mnie z zamyślenia
kim byłabym dziś bez tych wspomnień?




Tradycja moich rodzinnych stron powiada, że co się robi w Wigilię, to się powtarza cały rok, więc ja zawsze w Wigilię publikuję posta.
Chyba większość z nas tak ma, że w tym dniu przywołuje wspomnienia...
Niech to Betlejemskie Światełko wniesie pokój w Wasze serca i niech w nich pozostanie, niech rozświetla mroki codzienności, niech uczy przebaczenia, wskazuje proste ścieżki, uczy miłości tej najzwyklejszej bo najpiękniejszej, niech ogrzewa zmarznięte ręce i topi lody nieufności, niech prowadzi w piękne dni gdy Miłość Ciałem się stała i zamieszkała pośród nas...
 A za wszelkie dobro od Was otrzymane serdecznie dziękuję, za życzenia:Magdusi, Janeczce, Marysi
 Ani, Iwonce, Gosi B.
 Edytce, Eli, Krysi
oraz Zdzisi
A Wszystkim:

czwartek, 21 grudnia 2017

Otwórz oczy- zobacz więcej...

Dzisiejszy post jest dla tych, co prosili bym zdała relację z naszej uroczystości.
Korzystając z faktu, że p. Henryk szybciutko dostarczył nam zdjęcia, prezentuję kilka z nich, więcej będzie zamieszczonych na naszej szkolnej stronie internetowej.

Zawsze jest pięknie, zawsze inaczej, zawsze czyli od 19 lat. Bo tyle lat już, nasza społeczność, na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia, organizuje spotkanie wigilijne dla wszystkich mieszkańców naszej gminy oraz zaproszonych gości. Tradycją jest, że rozpoczynamy pięknym spektaklem teatralnym o tematyce dotykającej Tajemnicy Narodzenia, miłości, przebaczenia i wszystkiego, co wiąże się z pełnią człowieczeństwa.
A później łamiemy się opłatkiem wśród serdecznych życzeń, zasiadamy do  świątecznie nakrytego stroju by delektować się wigilijną kapustą z grochem  i makowymi struclami.
W tym roku, nasza gimnazjalna młodzież szukała prawdy płynącej z Betlejemskiego Żłóbka zapewniając nas, że trzeba otworzyć oczy, by zobaczyć więcej…
Młodzi fotoreporterzy starali się rozwiązać problem Tajemnicy Betlejemskiej Nocy i Miłości zrodzonej w najskromniejszych warunkach.     
Śpiew, gra aktorska, a szczególnie rola ks. Marcina, dekoracje, stroje, symbolika, ogień, który przywędrował z Betlejem, to wszystko sprawiło, że wszyscy poczuli radość i dostojność chwili.
Na ten dzień przygotowaliśmy wspomnienia z ubiegłych lat w formie fotografii oraz z wdzięczną pamięcią przywołaliśmy wspomnienia Tych, którzy odeszli na wieczność z naszego wspólnego świętowania.
A piękne ozdoby świąteczne przyciągały uwagę gości, którzy kupując te uczniowskie wyroby wsparli równocześnie pewną rodzinę z naszej gminy, która w okresie przedświątecznym znalazła się w trudnej sytuacji życiowej.
Na prośbę jednej z Czytelniczek zamieszczam kolejny wiersz napisany na potrzeby spektaklu.

Zima
biały śnieg chce okryć ludzką biedę
misterną gwiazdką osiada na ramieniu bezdomnego
wiruje za oknem
w które spogląda staruszka przykuta do łóżka
próbuje pocieszyć chore dziecko w szpitalnej sali
szeptem mówi do zdradzonej miłości
przytula zbyt świeże mogiły
szybuje nad zwątpieniem nienawiścią i lękiem
czy widzisz?
zima…
biały śnieg błądzi po polach
i szuka betlejemskiej szopki
może ona przygarnie wszystkie smutki świata
a może ty
zechcesz otworzyć oczy
i zobaczyć więcej…

wtorek, 19 grudnia 2017

Od lat, przed Bożym Narodzeniem...

Gdy inni sprzątają najbardziej odległe zakamarki domów, my na kilka dni przed właściwą Wigilią składamy wielkie przedstawienie, a raczej wspólne spotkanie. Tradycję wspólnego przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia wprowadziłam tuż po objęciu stanowiska dyrektora w utworzonym 1 września 1999 r, gimnazjum. Dobrze pamiętam tę pierwszą Wigilię, w kronice zachowały się słabej jakości zdjęcia przedstawiające dziecięce buzie aniołków, które dziś mają twarze  ponad trzydziestoletnich mężczyzn i kobiet, mających swoje własne rodziny, domy, dyplomy ukończenia różnych form edukacji i kilkuletni dorobek zawodowy.
Tyle się zmieniło przez ostatnie 19 lat, ale tradycja naszych spotkań jest wciąż żywa i sprawia, że w tym dniu nasza sala gimnastyczna " pęka w szwach".

Każdego roku staramy się by było inaczej, oryginalnie i pomysłowo, tylko postna kapusta z grochem jest zawsze taka sama- pyszna i nie do podrobienia, gotowana przez szkolne kucharki w dwóch olbrzymich garnkach.

Od kilku lat zamieszczam zdjęcia z wigilijnych występów, ale tego roku postanowiłam " odsłonić rąbka tajemnicy" i pokażę przygotowania na dzień przed...
Bo jutro będzie już pięknie i uroczyście.
Strona wokalno- muzyczna jest niezwykle ważna.
W każdym roku szkolne talenty wokalne pracują pod kierunkiem p. Marcina- muzyka i p. Uli- rozśpiewanej germanistki.
A repertuar ciągle jest nowy.
Plastycy pracują w tym roku u boku p. Janiny- historyka i propagatora tradycji regionalnych.
 Nad całością czuwa p. Marta- moja zastępczyni.
 Rolę Księdza zagra najprawdziwszy ksiądz- lubiany przez wszystkich- katecheta ks. Marcin.
Dyrektor dyskretnie, ale stanowczo " dogląda" wszystkiego i robi z ukrycia zdjęcia "komórką",
a przewodniczący samorządu uczniowskiego, Patryk jest gotów na każde wyzwanie.
 Nad światłem czuwa nasz emeryt- technik- p. Marek.
 Sprawy organizacyjne są w rękach wuefistki- p. Beaty.
W miłej atmosferze szlifujemy wszyscy swoje role.
Na tę okoliczność napisałam dwa wiersze, bowiem tegoroczny spektakl obejmuje poszukiwania prawdy we współczesnym świecie.


Szukasz prawdy
zakładasz szkiełko mędrca
i wertujesz opasłe księgi
zadręczasz się pytaniami które ciągle się mnożą
pragniesz nowych dowodów
więc brak ci czasu na miłość
a miłość
przychodzi cichutko
rodzi się tam gdzie się nie spodziewamy
zaskakuje nasze twarde serca
i o nic nie pyta
nie znajdziesz jej na kolorowych stronach gazet
i nie obchodzą ją nowe zdobycze techniki
od tysięcy lat wybiera
skromny żłóbek i czyste serce
i nic się nie zmienia
w jej bezmiernym miłowaniu.


A teraz bardzo dziękuję za nadsyłane przez Was życzenia, które tym razem nadeszły od Ewuni http://ogrod-cardmaking-pasje.blogspot.com/
i Elżbietki http://elizaart-handmade.blogspot.com/
 oraz Małgosi http://papierowy-jarmark.blogspot.com/  i Agatki https://aggajas.blogspot.com/
Szkoda, że mieszkacie tak daleko, impreza jest otwarta i dla wszystkich.
I będziemy mieć światło z Betlejem.
Na pocieszenie posyłam wczorajszy bukiet róż od bł. Karolinki.
Zimno i ciemno było wczoraj w Wał- Rudzkim lesie, a i tak pielgrzymów było całe mnóstwo.
A ja zawsze w tym miejscu pamiętam o Was...